niedziela, 1 października 2017

..placki po węgiersku

Proszę państwa, proszę państwa!
Chyba minąłem się z powołaniem (tylko co nim w końcu jest?) i odkryłem w sobie miłość do gotowania! Pierwszy raz w życiu robiłem placki po węgiersku i - o ile mogę powiedzieć nieskromnie - wyszły super! To pewnie dlatego, że tym razem do placków nie zapomniałem użyć mąki i jajek ;-)

piątek, 8 września 2017

..Picos de Europa

Sierpień.
Dwa tygodnie urlopu.
Mam pewien dług wobec pewnej części Hiszpanii, więc decyzja została podjęta bez szczególnego zastanawiania się.
 
Tak więc oto wygląda mój niestrudzony życiem wierny kompan doli i niedoli.

Francję potraktowałem tranzytowo, niemniej udało mi się zahaczyć o parę fajnych miejsc. Z reguły jednak z powodu kiepskiej pogody nie chciało mi się nawet aparatu wyciągać.

Na początku miałem sporo zapału w codziennym myciu włosów. Co ciekawe - drugiego dnia mi przeszło.

Chyba miałem ogromne szczęście, bo w Polszy szalały niemal 40-stopniowe upały, a ja miałem dosyć zimno i deszczowo. Słabo sobie wyobrażam przejazd przez Francję w temperaturach przekraczających 35 stopni.

Pod koniec Francji rozpoczęły się fajne widoczki w górach. Pogoda się pogorszyła jeszcze bardziej. Do tego coś się porobiło z motocyklem, duża dziura w obrotach.






Między Francją a Hiszpanią jest taki dłuuuuugi tunel, po którego przejechaniu od razu zrobiła się piękna pogoda! Czad.

Z XTkiem źle się porobiło, nie chce bardzo jechać powyżej 60km/h, zużycie paliwa kosmiczne. Nosz kurna. Zaczynam szukać serwisu (tu na zdjęciu w Pamplonie), ale nikt mnie nie chce przyjąć itd. Dużo się działo z motocyklem, w końcu po telefonicznej konsultacji z maestro Andrzejem Rduchem wyszło na to, że winien wszystkiemu jest filtr powietrza. Co za siara, jeżdżę tym motocyklem tyle lat i nigdy akurat filtr powietrza nie narobił takiego numeru.


Nie wiem, o co tutaj chodziło autorowi zdjęcia, ale uważam, że wyszło romantycznie.

Następnie przejechałem przez dwie fajne przełęcze. Czad jak nie wiem! I praktycznie ani żywej duszy. Fenomenalne miejsca.








Następnie wybrałem się na chwilę nad morze. Czy tam ocean. Zgodnie z przypuszczeniami to było niewiarygodne miejsce. Lubię takie bezkresy. Ba, uwielbiam.




Nie wiem, o co chodzi z tymi chatkami, ale widziałem tam tego sporo. Może ktoś potrafi wnieść nieco światła do tej sprawy?

Covadonga. Super miejsce.

Nawet się ukulturalniłem i zwiedziłem muzeum.

Widoczki....





W drodze powrotnej zwiedziłem Burgos, bardzo mi się spodobało.



To był chyba najbardziej romantyczny nocleg w tej podróży.

To jest Petr, który na Jawie 350 wraca z Ghany. Przekoleś. Razem przejechaliśmy ze 200km do Andory, po czym każdy pojechał w swoją stronę.







Przejazd przez Francję stał pod znakiem poszukiwania filtra powietrza, gdyż stary zmodyfikowałem nieco, by się w ogóle dało jechać. Niestety z silnika zaczęły się wydobywać dziwne dźwięki, więc do końca podróży nie byłem pewien, czy uda się dojechać. Tutaj jestem w dużym centrum w Le Mans.


Ostatnia noc tej podróży była obfita w deszcze, wichurę, błoto i w ogóle wszystko to, czego nie chciałem. Tutaj było przeciętnie romantycznie.
 

Dokulałem się jakoś do Bristolu. Było kilka momentów, które zabiorę ze sobą do grobu, nie będę się publicznie upokarzał ;-) Martwi mnie silnik, gdyż coś jest nie tak. Pójdzie niebawem na serwis, zdam niezwłocznie relację dotyczącą jego stanu. To i tak jest mistrzostwo świata, że on przejechał ze 2000km z dzwoniącym silnikiem.
Z kolei co do samej podróży, to była bardzo udana. Bez konieczności trzaskania niesamowitych porcji kilometrów. Zauważyłem już w zeszłym roku, że mocno mi się spodobało jak we Francji, tak i w Hiszpanii. W tym roku to uczucie tylko się pogłębiło. I to do tego stopnia, że nawet uważam, że mógłbym zamieszkać w którymś z tych krajów. Tyle tylko, że poziom mojego francuskiego można określić liczbą '0', a z hiszpańskiego musiałbym się mocno podciągnąć, żebym mógł się tam czuć komfortowo.
No, to na tyle!