niedziela, 23 listopada 2014

..60000km!!!!

A teraz wiadomość z niemalże ostatniej chwili.
A było to tak. Dzień był piękny, więc postanowiłem go spędzić w rowerowym siodle. Gdzieś w Ustoniu patrzę na licznik. Och! Ach!

And now some news.
So it was a beautiful day and I decided I want to spend it on a bicycle.
Somewhere in Ustroń I checked an odometer and.. wow!

A więc jadę sobie gdzieś tam dalej..
So I keep going..
..przejeżdżam przez Passo di Kubalonka..
..then there's a Passo di Kubalonka..



..a gdzieś tam w Istebnej poganiałem po szuterkach.. ale w sumie tylko kawałek, bo musiałem jeszcze skoczyć do Tesco po budynie..
..and somewhere in Istebna I rode a bit on some nice gravel roads.. but not too much as I had to get some pudings in Tesco that day..


A co w sumie działo się z rowerem w ciągu tych 60 tys. km? Ano sporo ;-) Dziesiątki gleb (niektóre spektakularne), dziesiątki napraw, wiele połamanych części, kilkadziesiąt (?) zużytych opon, no i generalnie jazda w każdych warunkach.
And what happened to my bike during those 60k km? Plenty ;-) Many crashes (some of which were spectacular), rapairs, lots of broken parts, used tyres and generally riding in all conditions.
Nieraz dostawał nieźle po dupie i nigdy się nie poddawał ;-)
No matter what happened - my bike never gave up ;-)
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz