czwartek, 17 września 2015

..Szkocja!!

A więc tak - wziąłem urlop (mój pierwszy w życiu płatny urlop, czujecie to? normalnie płaczę, jak to piszę!!) i postanowiłem wyjechać do Szkocji.
Bo jeszcze nigdy mnie tam nie widzieli i podobno ładnie tam.

Oto więc jest mój fioletowy pożeracz przestrzeni gotowy do drogi przed moim garażem:

Po około 100km (a nawet w sumie niespełna) sprzęt zrobił buuuuuuu. Myślałem, że to paliwo, ale nie o to chodziło. Wyciągam miernik, sprawdzam napięcie na akumulatorze i wynosi ono aż 9V. 

W sumie niebardzo wiedziałem, co z sobą zrobić, więc dopchałem sprzęt na stację benzynową, po czym zająłem się rozważaniami egzystencjalnymi. Zrobiło się ciemno, nagle z moich rozważań egzystencjalnych wyrywa mnie Ian - pyta, czy jestem ołrajt itp. Okazuje się, że sam jest motocyklistą i ma warsztat. A więc jakoś dojechałem do niego (bez świateł oczywiście), zeszli się jeszcze jego brat i ojciec. Ciągle słyszę, że pewnie się zesrał rectifier (tak wywnioskowałem, że chodzi o regulator napięcia). W sumie przeczyścili mi wszystkie styki (ależ tam był syf! siara jak nie wiem!) od wspomnianego rectifiera, modułu CDI i jeszcze paru rzeczy, po czym - co ciekawe - po włączeniu silnika napięcie już nie spada (happy days!), ale też nie idzie w górę ;-) 
Było już późno, więc przespałem się u nich w garażu.
Następnego dnia poskręcali mi motor i powiedzieli, że pewnie uda mi się dojechać bez świateł do Bristolu. Pech chciał, że akurat była ulewa, więc Anglikom pewnie trudno było zrozumieć, co to za popapraniec jedzie bez świateł.

Tu jeszcze zdjęcie: Sam oraz Ian.

A więc jaka jest Szkocja? Zapewne piękna! 
Łącznie przejechałem niespełna 200km, o Szkocji to mogłem najwyżej pomarzyć ;-)
Następnym razem się uda!

1 komentarz: