sobota, 8 października 2016

..Cabo da Roca

A więc to będzie opowieść o tym, jak po raz kolejny nie wybrałem się na Islandię.

Najpierw miała być Islandia. Potem myślałem o jakimś Maroko czy czymś podobnym. Potem rozważałem Alpy i Pireneje. No a potem to już się zrobił wrzesień (na Islandii lepią bałwany) i wybór padł na Portugalię, gdyż jest tam fajne miejsce do zdobycia. A dosłownie na dwa dni przed wyjazdem wysyłam depeszę do Szwajcarii, po czym od razu otrzymuję depeszę zwrotną z informacją, że Szwajcaria zaprasza. A więc jadę na skróty - przez Szwajcarię!

Oto jest mój wierny fioletowy rumak. Ta podróż miała być niezwykła pod tym względem, że pierwszy raz pojechałem spakowany na lekko - czyli dwie torby boczne, u góry spanie i tyle. Żadnej dużej centralnej torby.

Tym razem popłynąłem do Dunkierki, bo w Calais akurat rzekomo źle się dzieje. Zaparkowałem obok jakiegoś HD, który w swoich dwóch cylindrach miał trzykrotną pojemność XTka ;-)

Ptaszki ćwierkają, kilometry przyjemnie upływają, jest bardzo ciepło (wszak to Francja), ale nie upalnie (wszak to wrzesień). Śpię pod gołym niebem, chce się żyć.

Zwiedziłem Luksemburg. A w zasadzie jedna stację benzynową w nim ;-) Niemniej było tanio, więc polubiłem ten kraj.

..kolejny nocleg pod gołym niebem..

Na początku miałem sporo zapału w codziennym myciu włosów. Później już mi przeszło.

Biedna Szwajcaria musiała aż 8 lat czekać na ponowną moją w tym kraju wizytę! Na szczęście nic się nie zmieniło, kraj nadal jest piękny.

..jezioro genewskie.. (tak, byłem w Montreux, byłem, byłem, byłem)

A taki oto widoczek miałem po otwarciu ślepiów mych.

Oto są więc (od lewej) yeuop oraz Marta i Asia, które mnie przygarnęły na noc. Zauważyliście, jak mi przytyły łydki na tym zdjęciu? Oczywiście były nocne Polaków przy herbatce rozmowy o życiu, emigracji i w ogóle ;-)

Nazajutrz się pożegnaliśmy, ja pojechałem na zachód. Widoczki z gatunku fiu fiu!



Podróż przez południe Francji zgotowała nieco niespodzianek. Podczas przerwy w ciągu dnia (a było to w Montpellier) sprawdzam cały motor i okazuje się, że nakrętka zębatki zdawczej straciła ochotę posiadania gwintu i sama zębatka trzyma się siłą woli. Zwiedziłem kilka salonów i warsztatów w Montpellier, gdzie moim wyśmienitym francuskim próbowałem kogoś poprosić o pomoc. W końcu za którymś razem znalazłem eksperta, który na moją prośbę przyspawał zębatkę do wałka (wiem, wiem, druciarstwo, no ale co ja miałem zrobić), po czym pojechałem sobie dalej.

Spałem znów pod gołym niebem. Budzę się w nocy, błyskawice jak cholera, ale żadnych grzmotów. Długo leżę i obserwuję. W końcu stwierdzam, że pewnie zaraz będzie lać. Zaczęło. To była chyba największa burza, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem. Kilkadziesiąt piorunów na minutę, w dodatku latały dokładnie nad moją głową (otwarte pole!). W namiocie powódź, na zewnątrz wichura, ze strachu zwinąłem się w kłębek i czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. Nawet udało mi się zasnąć (?!), po przebudzeniu zdziwiłem się nieco, dlaczego mam połowę twarzy w kałuży. Biedny XTek też się położył - ubita ziemia okazała się być nad ranem niezłym błotkiem.

Po spakowaniu zostawiałem na drodze błotnisty ślad przez kolejne setki metrów.

Andora to super kraj. Zapamiętałem z poprzedniego razu (w 2008), że bardzo mi się tu podobało. I nie tylko z powodu cen paliwa.

Andorra nocą. Ponad chmurami, wysoko w górach. Magia.

A tu już Hiszpania. Wrzesień to genialna pora na ten kraj.




Planowałem się wybrać na Picos de Europa, ale niestety pogoda była innego zdania. Rozpoczęła się tak idiotyczna ulewa, że stwierdziłem, że nie idę spać, dopóki nie przestanie lać. Poszedłem spać koło 6 rano po wielu godzinach jazdy na południe.

W końcu trafiam jakoś do Portugalii. Mój pierwszy raz w tym kraju.

Na pierwszy ogień poszło Porto. Koleżanka tu mieszkała i mówiła, że miasto jest super. Niestety aparat mi padł i generalnie nie chciało mi się robić za dużo zdjęć, wolałem się po prostu cieszyć tym, co widzę. Wrażenie niesamowite, nigdy nie przypuszczałem, że jakieś miasto może mi się tak spodobać! Jestem zachwycony, chcę tu wrócić.




Stamtąd wyruszyłem na południe. W okolicy stolicy kraju jest Cabo da Roca - to taki portugalski Nordkapp ;-) Super miejsce, jestem wniebowzięty. Towarzyszą emocje podobne do tych z Nodkappu właśnie.





Spotkałem tam chłopaka z Południowej Korei, który od półtora roku jest w trasie. Teraz wraca do kraju, bo musi odbyć obowiązkową służbę wojskową. Bardzo pozytywny i skromny człowiek.

A tu zdjęcie bohatera tej podróży na skraju Europy.

Powrót przez Hiszpanię..

Powrót przez Andorrę (było zi-zi-zimno!!!!).


Potem lipa. Spalanie o połowę w górę, nierówna praca silniczka. Znalazłem dziurę w rurze.

Z ciekawości spróbowałem tę dziurę zakleić taśmą. Oczywiście rezultat przypominał jakąś współczesną instalację artystyczną już po przejechaniu ledwo kilku kilometrów.

..na szczęście miałem jakieś narzędzia..

..więc z puszki wyciąłem kilka blaszanych łat, którymi chciałem uszczelnić rurę..

..niestety to nie pomogło.. nie pomogła nawet wymiana świecy.. miałem tylko nadzieję, że uda mi się dojechać do Bristolu..

..oczekiwanie na prom w Dunkierce..

..w Anglii ostatnich 100km to skandaliczna ulewa!! piszę skargę do Królowej..

Wnioski?
-XT jest super
-wrzesień to super pora na podróże
-Portugalia jest super
-XT jest super
-podczas tej podróży minęło równo 100 tysięcy km od ostatniego remontu silnika
-XT jest super
-zużycie oleju początkowo koło 0,2.... potem ponad 0,3
-przejechane 7,5 tys. km w dwa tygodnie
-XT jest super

Stay tuned.

1 komentarz: