sobota, 1 kwietnia 2017

..jak się miewa iXTek?

Pewnie wszyscy stali czytelnicy tego bloga zadają sobie pytanie - jak też miewa się dzielny pożeracz przestrzeni, który niestrudzenie chce zdobywać coraz to nowsze miejsca tego świata? A więc odpowiadam - ano dobrze się ma!

A było to tak.
Zaraz po powrocie z Portugalii musiałem gdzieś pilnie skoczyć motocyklem, jednak on nie wyraził chęci odpalenia. Zero. Martwy. Dead (jednak czegoś się nauczyłem po dwóch latach na obczyźnie). Przyznam, że to mi bardzo akurat skomplikowało plany, ale poczekam z tą opowieścią jeszcze nieco do jej finału i dopiero potem się publicznie skompromituję ;-)

Tak więc przy pomocy siły własnych nóg dotaszczyłem XTeka do serwisu (było ciężko, ale podobno jestem uparty). Trochę to potrwało, ale wyczyścili gaźnik, dali nowy zestaw naprawczy do niego (dysze, pływak), porobili coś z elektryką, dali akumulator nowy, oczywiście olej, całe mnóstwo drobiazgów, a do tego cały nowy wydech firmy Motad. Chciałem zamontować tylko downpipes, ale oni stwierdzili, że taniej i prościej będzie wziąć całość.

Odebrałem motor, dźwięk nie jest najgorszy, ale największego banana miałem na twarzy z tego, że podczas schodzenia z obrotów przez pierwsze 200-300km walił takie petardy, jakby to było rasowe supermoto. Zalatywało troszkę wieśtuningiem, ale z czasem się poprawiło (może był pokryty jakąś chemią z produkcji?).

Szczęście moje nie trwało zbyt długo, bo po przejechaniu 500km XTek stanął. Wyraził ochotę dalszej jazdy tylko i wyłącznie na ssaniu (szkoda, że to odkryłem po kilku kilometrach pchania). Więc nazad do serwisu, ponowne oględziny, po czym następuje wymiana membrany w gaźniku, która wyglądała uprzednio, że jeszcze trochę pochodzi.

Na liczniku 193 tys. km, pacjent czuje się dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz