wtorek, 2 maja 2017

..w pogoni za nostalgią

A więc minął drugi roczek na wyspach szczęścia.
Co należy z tej okazji zrobić? Ano wybrać się na chwilę do miasta memu sercu najbliższego!
 
Spakowałem się wnet, po czym wyruszyłem do Dover.
A tak swoją drogą to padł chyba jakiś rekord, bo bez zsiadania z motocykla (aż dziw, że paliwa wystarczyło) zrobiłem ponad 300km, po czym zatankowałem tuż przed Dover.
 
Na promie już nauczyłem się samemu przywiązywać motocykl. Jeszcze nie opanowałem sztuki odpinania go potem, ale wszystko w swoim czasie. Wrzucam parę zdjęć z portu, bo mnie to zawsze cieszy jak małolata.
 

 
Podróż znowu postanowiłem podzielić na dwa równe etapy. Pierwszego dnia 400km (do Belgii), drugiego 1400km (już do Cieszyna). Ogółem trochę zimno, ale nie jest źle. Zero deszczu, w co mi trudno uwierzyć. Zazwyczaj podczas mojego przejazdu z/do UK przytrafiają się tajfuny, tsunami, śnieżyce i inne dziwne rzeczy.
 
 
Zaraz po wjeździe do Polski zatrzymałem się na żurek. Co wy możecie wiedzieć o tym, jak smakuje prawdziwy żurek po roku nieobecności w kraju!
 
Swoją drogą widziałem fajną reklamę:
 
Wybraliśmy się z Wacem na Równicę. W końcu zmądrzał i po tylu latach jeżdżenia na różnych sprzętach kupił coś naprawdę dobrego ;-)
 
Natomiast upokarzające jest to, że pomimo faktu, iż krótko posiada XTka, to wywija nim o pięć kategorii lepiej niż ja ;-)
 
W drodze na Chełm:




 
Potem sytuacja zrobiła się nieco nerwowa, bo tak się zrobiło na przeddzień planowanego powrotu do UK.
 
XTek wylądował jeszcze u Andrzeja Rducha na szybki serwis. Tak więc przy przebiegu 196260km cieszymy się z nowych opon, napędu, oleju, regulacji zaworów i to chyba na tyle.
 
Wybrałem się jeszcze na spacer nad Olzą, posiedziałem na chwilę na rynku w Cieszynie i gapiłem się na kamienice. Brakuje tego wszystkiego, wiecie?
 
Dobra, pędzę nazad do królowej. Pierwszych trzysta km przejazdu przez PL to dramat. Normalnie jaja jakieś. Na poboczu śnieg, a temperatura nie chciała przekroczyć 2-3 stopni. Trzeba twardym być, a nie miętkim, więc trzęsę się jak dziecko na widok czekolady, zaciskam zęby i lecę dalej. W Niemczech na chwilę było trochę cieplej. Chociaż nie mam na myśli luksusów pokroju 10 stopni ;-)
 
Noc (spędzona w Niemczech) była chłodna i trochę popadało, ale do przeżycia. Zostało ostatnich 700-800km do promu, no i szybciutko do Bristolu.
 
Czy możemy pominąć milczeniem, że pod koniec przejazdu przez Belgię źle skręciłem, przez co straciłem dużo czasu i nie dość, że się spóźniłem na prom o 1,5h, to jeszcze mi brakło paliwa i musiałem motor pchać na autostradzie? ;-)
 
Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że największa zimnica miała mnie dopiero spotkać w Anglii. Co prawda to tylko 330km, ale przy temperaturze rzędu 1-2 stopnie jakoś mnie dopadły przemyślenia egzystencjalne....
 
Dobra, tutaj chcę podziękować wszystkim, którzy zechcieli się ze mną spotkać, przez co spędziłem w Cieszynie naprawdę bardzo fajne niespełna dwa tygodnie. A XTek w ekspresowym tempie nawinął na koła około 4600km, z czego około 4000km w 4 dni ;-) Jest moc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz