wtorek, 27 czerwca 2017

..Szkocja, której miało nie być

A było to tak.
Tydzień urlopu, pogodę zapowiadają fantastyczną, więc wybieram się na tydzień do Walii. Wkrótce okazuje się, że warunki atmosferyczne sprzyjają podjęciu jedynej słusznej decyzji - jedziemy również do Szkocji!

Wybieram się najpierw więc nad pewne urocze walijskie jeziorko, którego to nazwy wciąż nie mogę zapamiętać. Wiadomo - koniki, łabędzie i inne hasające zwierzątka.
 


Następnie nastąpił romantyczny zachód słońca..

Kawałek przejechałem się nad morzem..

I w końcu piękne widoczki!

 

 
Na północy Anglii jest pewna baaardzo ładna przełęcz..

 

 

 

 
Na poniższym zdjęciu widać, że geniusz ludzkiego umysłu do dzisiaj może zachwycać i jest w stanie stworzyć rzeczy, które przetrwają tysiąclecia.
A za XTkiem jest mur Hadriana.



Te ichniejsze kościółki są naprawdę zachwycające..

c'est moi et le bagno..

Loch Lomond


Takie tam....



To był najbardziej romantyczny nocleg, jaki mogłem sobie wymarzyć!



Kolejna część trasy była obfita w mega widoczki..





A potem, proszę państwa, doszło do czegoś wprost niewiarygodnego!
Oto na liczniku pojawiło się 199999km! Do teraz płaczę, jak to piszę. To było po prostu piękne.

No a potem się porobiło trochę ;-) W Szkocji ogłosili tzw. yellow alarm, czyli olbrzymie burze, wichury, szormy i wszystkie inne rzeczy, których to człowiek nie chce doświadczyć z siodła motocykla. Co zrobiłem? Siadłem na XTeka, gnałem w kawałku do domu ponad 900km (przez całą noc), byle tylko uniknąć tego dziadostwa. Udało się.

Wyjazd super, Szkocja zachwyca (Walia też).
Myślę, że już nigdy nie wybiorę się tam motorem.
Aż do następnego razu ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz